Stolperstein dla Sprawiedliwych

Powinienem chyba zacząć od Babci.
Zawsze tak Ją nazywałem – nawet wtedy, gdy już wiedziałem, że nie jest moją biologiczną babcią a Sprawiedliwą (to przyszło później), która uratowała z Zagłady moją Matkę.

CholewickaMamaBabcia
Moja Matka i Babcia

Nie ma co wspominać całej historii (kawał czasu oczekiwania w Żydowskim Instytucie Historycznym – lata 80-te, wreszcie awantury zrobionej w Jad Waszem przez Jurka / Itamara – kolejnego uratowanego przez Babcię) dość że wreszcie, w jednej z warszawskich szkół podstawowych odbyła się ceremonia i Babcia dostała medal.

CholewickiDziadekMama
Mój Dziadek i Matka

Potem uczestniczyłem w kolejnych takich ceremoniach, podczas wielu z nich przemawiałem.
Zawsze mówiłem mniej więcej to samo – do czego się zresztą na początku przemowy przyznawałem. Że cokolwiek my, Żydzi, nie zrobimy dla Sprawiedliwych – nie wystarczy.
No to robiliśmy – Jad Waszem przyznawało jakieś niezbyt wielkie renty, gmina warszawska wspierała funkcjonowanie Stowarzyszenia Sprawiedliwych – to pewnie niezbyt wiele, ale tyle mogliśmy.

CholewiccyYadVashem
Tabliczka z nazwiskiem moich dziadków, Marii i Janusza Cholewickich, w Jad Waszem

Wreszcie pojawił się pomysł Pomnika Sprawiedliwym – były rozliczne projekty, lokalizacje, inicjatywa w Łodzi, Park Sprawiedliwych w Warszawie, ale wyraźnie odczuwano pewien niedosyt upamiętnień.
Przyznam, że jako osoba przyziemna i praktyczna uważałem, że szpital, przychodnia, system (niewielkich) emerytur, czy wreszcie współfinansowane miejsca w Domach Spokojnej Starości dla tych Sprawiedliwych, którzy nie mają rodzin, byłyby znacznie lepszym upamiętnieniem – ale wiemy – w Polsce pomnik to jednak pomnik.
Na dzień dzisiejszy ma ich powstać w Warszawie dwa – jeden fundowany przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa wraz z miastem stołecznym Warszawa na Placu Grzybowskim – miejscu tak pięknie przywróconym spacerowiczom, a drugi opodal Muzeum Polin – dzieło Fundacji Ratującym – Ocaleni.
Nie będę rozwijał argumentacji odnośnie tworzenia getta żydowskich pomników w warszawskim getcie – ograniczę się jedynie do stwierdzenia, że stawianie pomnika Sprawiedliwym w miejscu, gdzie ich wysiłki spełzły na niczym jest dla mnie pomysłem niezrozumiałym.
No ale – ma nie być pomnika?
Kiedy interesowałem się różnymi formami upamiętnień Zagłady natrafiłem na Stolperstein (potykacz) – projekt, który mnie zafascynował. Niewielkie tabliczki z opisem wydarzeń i osób umieszczane na murach czy wkomponowane w bruk. Z pewnością niepozorna tabliczka z informacją, że „W tym domu Jan Kowalski ukrywał Icka, Sarę i małą Hawełe Blum” nie byłaby tak majestatyczna jak betonowy odlew, ale gdyby tych tabliczek były dziesiątki? A może tysiące? A gdyby stworzono dla lokalnych społeczności cały program edukacyjny oparty na takiej niepozornej tabliczce? Czy dla Muzeum Polin i Rzeczypospolitej nie byłoby to fantastyczne wyzwanie edukacyjne? Czy to nie lepsze od corocznego składania okolicznościowej wiązanki w Dniu Sprawiedliwych (wiem, jeszcze nie ma – ale po pomniku to kwestia czasu)?
Ale Potykacz (jak to sama nazwa wskazuje) ma również wady. Osoba, która się potknie, zobaczy świat z nieco innej perspektywy, a może i nabije sobie guza. Kiedy próbowałem zachwycić tym projektem pewnego urzędnika – usłyszałem „No, ale to musielibyśmy przy każdej tabliczce strażnika postawić”. Czy tak by rzeczywiście było- nie wiem, ale bez cienia wątpliwości bez jednoczesnego przemyślanego projektu edukacyjnego Potykacze nie miałyby sensu. Wiemy, że historia Ratujących i Ocalonych nie zawsze była jednoznaczna, że tak jak dziś nie wszyscy Sprawiedliwi chwalą się swoimi medalami, tak i wtedy ukrywanie Żyda zazwyczaj nie było powodem do dumy. Szmalcownicy, sąsiedzi, „granatowi” i „leśni” – takie były lęki powszednie Sprawiedliwych i o nie, badając przeszłość, będziemy się potykać. Żaden pomnik tego nie załatwi.
Nie mam złudzeń – ton komunikatów i medialnych doniesień, debata w Muzeum Polin, która ma przybrać formę „konsultacji społecznych”, czy zaangażowanie Pałacu Prezydenckiego w te projekty sprawią, że już niebawem miastu przybędzie kolejny pomnik. Czy posłuży on realnemu upamiętnieniu niezwykle odważnych ludzi, którzy działali w niezwykle wrogim otoczeniu – będzie bez znaczenia, jeżeli znajdzie się dostatecznie duża płyta, na której okresowo złożymy masywne wieńce – biało-czerwony i biało – niebieski.