Syreny na rocznicę

Ciekawie się ten świat układa…

Trzy lata temu, jeszcze jako Przewodniczący Zarządu gminy warszawskiej starałem się doprowadzić do tego by syreny wyły nie tylko na rocznicę Powstania Warszawskiego ale również na rocznicę Powstania w getcie warszawskim.

Urzędnik państwowy wyjaśnił mi zasady uruchamiania syren raz do roku (jako wymóg ustawowy) i zasady dżentelmeńskiej umowy na bazie której ustalono, że ta próba będzie miała miejsce w sierpniu. Kiedy starałem się przekonać go o zasadności uruchomienia ich w Warszawie dwa razy, powiedział, że jeżeli do tego dojdzie, będzie je musiał uruchomić również 10 kwietnia.

No tak.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19834419,w-rocznice-katastrofy-smolenskiej-zawyja-syreny-wojewoda-zarzadzil.html

Limud 2016

Wykład o arabskim terroryzmie.
I co miłe – ani jednego wolnego krzesła.
Tak wiem, zdjęcie tego nie potwierdza.

Limud2016

Igo już nie przyjedzie

Od paru lat zastanawiamy się, co będzie gdy zabraknie Ocalonych. Kiedy przestaniemy mieć możliwość skorzystania ze świadectwa kogoś, kto powie “byłem, widziałem, przeżyłem”. Bez pośrednictwa zapisu video.

Zastanawiamy się, ale czasem mam wrażenie, że nie traktujemy tych rozważań zbyt poważnie. Bo podświadomie myślimy o istnieniu Ocalałych jak o oczywistym fakcie. Jakoś są, biorą udział w kolejnych rocznicach, opowiadają o swoich przejściach.

A potem zaskakuje nas kolejna informacja.

PiotrKadlcikSamuelWillenberg

Właśnie odszedł Igo.

Żołnierz, powstaniec, partyzant, rzeźbiarz, architekt – głos Treblinki.

Od wielu lat spotykaliśmy się z okazji dwóch rocznic – ale dziś chcę przypomnieć drugą z nich. Ważną dla Igo.

Stawiał się zawsze, w berecie z Orłem i z krzyżem Virtuti na marynarce. Żołnierz dwóch powstań – tego w Treblince i tego w Warszawie.

Historia, którą opowiadał nie zawsze była łatwa, nie zawsze tak bardzo czarno-biała jak wielu chciałoby widzieć. Jako Żyd – powstaniec warszawski, wcześniejszy żołnierz kampanii wrześniowej, przekonał się, że wspólna walka nie musi oznaczać akceptacji przez towarzyszy broni jego pochodzenia. Ale mimo to, jeszcze rok temu, już na wózku, składał kwiaty pod Grobem Nieznanego Żołnierza. W swoim berecie, ze swoim Virtuti. I nie wyobrażał sobie, że mogłoby stać się inaczej. Mam wrażenie, że my też nie. Stał się jednym z tych zjawisk, które wydają się nam niezmienne. Dziś wiemy, że do czasu.

Wiele słyszymy dziś o potrzebie polityki historycznej. Mamy przypominać o heroicznych momentach naszej historii i aktywnie, nawet z pomocą sądów, walczyć z tymi, którzy ją negują. To że my, polscy Żydzi, będziemy pamiętać Igo Willenberga, ocalałego z Treblinki, w której zginęła większość mojej rodziny, nie mam wątpliwości.

Czy będzie pamiętany jako powstaniec warszawski, w swoim berecie i ze swoim Virtuti? Chciałbym, by polityka historyczna nie pozostawiła go w lesie, gdzie tylko kamienie i niewielkie muzeum wyznaczają teren jednego z największych grobów europejskich Żydów.

Igo już nie przyjedzie.

Rok zarządzania cmentarzem na Bródnie

Rok zarządzania projektem rewitalizacji cmentarza bródnowskiego. Nadzór procesu budowy, tworzenie wystawy, oprowadzanie wycieczek, koszenie i sprzątanie. Niestety, Zarząd GWŻ Warszawa postanowił, że będzie inaczej.

“…Dobrze, że jesteście. Pomożecie nam, będziecie spalać zwłoki”

Syn Szaula

SynSzawla

Istnieje pogląd , że oglądanie filmów fabularnych o Zagładzie to strata czasu.

Gdy na ekrany wchodził “Pianista”, poszedłem na premierę ze swoją Matką – wyprowadzoną w wieku lat siedmiu z warszawskiego getta. Z całego filmu najostrzej zapamiętałem scenę, gdy Szpilman wychodzi z grupą roboczą na aryjską stronę i widzi targ – z jego oszałamiającą paletą kolorów, bochnami chleba na straganach, kwiatami… Kiedy powiedziałem o tym Matce, okazało się, że właśnie ta scena przypomniała jej, jak Babcia Irena (odznaczona medalem Sprawiedliwych) zabrała ją tuż po wyjściu z getta na targ.
Te same kolory,ma sama obfitość , te same zapachy – do zapamiętania najmocniej, bardziej niż ruiny i sterty trupów.

I wtedy widok bochnów i kolorowych kwiatów na straganach stał się dla mnie kamyczkiem-elementem układanki mozaiki Zagłady. Jak dla wielu późniejsza karuzela na Placu Muranowskim.

Gdy jako chłopiec oglądałem w telewizji horrory, chciałem patrzyć na ekran, ale strach sprawiał, że mrużyłem oczy i obraz się rozpływał. Zamazany świat Zagłady oglądany oczami Szaula Auslandera zachowuje się podobnie. Trzeba się w nim przemieszczać szybko i zdecydowanie, we właściwym momencie stawać na baczność, błyskawicznym ruchem ściągając czapkę z głowy, nie zwracać uwagi na szczegóły. Sprawnymi ruchami zdejmować z kołków odzież zagazowanych Żydów. Tylko od czasu do czasu do umysłu wdzierają się pojedyncze obrazy, jak widok zakrwawionych kobiecych piersi w stercie trupów wiezionych do krematorium.

Ocalały z Sonderkommanda Shlomo Venezia powiedział w swojej relacji: “Staraliśmy się nie myśleć, żeby przeżyć kolejne kilka godzin”. Tak Nemes pokazał świat Geheimnistraeger – tragarzy tajemnic, jak poetycznie nazwali ich Niemcy -czyli nosicieli i spalaczy zwłok.

Niespokojna, wszędobylska praca kamery to jeden ze środków uczestniczenia w tym filmie, ale duże fragmenty Syna Szaula można oglądać z zamkniętymi oczami.
Głosy więźniów porozumiewających się mieszanką języków, żydowskie modlitwy, szmery, szepty. Zagłada Nemesa poza niewielu apokaliptycznymi scenami wydaje się być przeżyciem bardzo osobistym, zamkniętym.

Dopiero o wyjściu z sali kinowej zdałem sobie sprawę z tego, że muzyka pojawiła się na filmie po raz pierwszy podczas napisów końcowych.

Nie chcę pisać o wątku fabularnym, czy stopniu odwzorowania prawdy historycznej. Czytałem wprawdzie dosyć dużo o Sonderkommando, ale nie czuję się na siłach, by snuć rozważania na ten temat. Teoretycznie rzecz biorąc, opowiedziana w Synu Szaula historia mogłaby się zdarzyć, praktycznie wiemy z relacji ocalałych z Sonderkommanda, że nierzadko rozpoznawali w stosach trupów swoich najbliższych. I wrzucali ciała w ogień.

To prawda, fabularny film o Zagładzie nie może być dla nas źródłem wiedzy. Ale znajdziemy w nim z pewnością własne, osobiste kamyczki, które staną się częścią naszej osobistej mozaiki. Syn Szaula ten warunek spełnia.

Demonstracja Komitetu Obrony Demokracji

KOD2

Byłem.

Bo okołotrybunałowe machinacje Platformy nie usprawiedliwiają późniejszych działań rządu i Prezydenta.

Bo miałem okazję dwukrotnie występować przed Trybunałem i za każdym razem było to dla mnie przeżycie intelektualne.

Bo chcę aby ten stan trwał.

KOD2

I chociaż niezręcznie występować w czyimś imieniu, to chciałbym w imieniu centroprawicowców prosić partię rządzącą, byśmy nie musieli chodzić na kolejne takie manifestacje.

Bo jak będzie trzeba – pójdę znowu.

Chanuka w Pałacu Prezydenckim

Chanuka trwa od ponad dwóch tysięcy lat. Od 2006 odbywała się również w Pałacu Prezydenckim w Warszawie. W ubiegłym roku, po raz pierwszy, tego zwyczaju na Krakowskim Przedmieściu zaniechano. Dzisiaj świece chanukowe znów zapłonęły w tym miejscu.

Prezydent3

Dziękuję za to Parze Prezydenckiej. Mam nadzieję, że słowa prezydenta o “Rzeczypospolitej przyjaciół” to dobry sygnał. Dla polskich Żydów i Izraela. “Niech Chanuka świeci, niech Chanuka promienieje ciepłem, niech będzie piękna i radosna jak zawsze. Niech zawsze będzie wielką nadzieją dla narodu wybranego, dla wszystkich Żydów w Polsce i na świecie” – powiedział prezydent Andrzej Duda.

Dobrze, że mogliśmy tego dnia spotkać się. Dobrze, że mogliśmy to święto obchodzić razem. Przedstawiciele polskiej społeczności żydowskiej, ambasador Izraela oraz najwyższe polskie władze.

Chanuka Sameach

20 rocznica śmierci Icchaka Rabina

20141113_085225

Izrael jednak nie jest “typowym państwem bliskowschodnim” – w 20 lat po śmierci Icchaka Rabina.

Wprawdzie od 4 listopada 1995 minęło już 20 lat, ale mam wrażenie, że to było wczoraj. I bynajmniej nie jest to chwyt retoryczny – pamiętam czas, miejsce i nawet komputer, przy którym wtedy siedziałem.

A siedziałem wtedy “na ircu”.

Dziś już pewnie niewielu pamięta tego praojca wszelkiej maści komunikatorów, funkcjonującego pod Windowsami, jak i w trybie znakowym. Szybki i skuteczny sposób komunikowania za pomocą tematycznych kanałów i indywidualnych chatroomów – nazwy wtedy raczej nie znanej.

A “siedziałem na kanale” #zydzi.

Stworzyliśmy go wtedy w ramach projektu domeny jewish.org.pl, wyposażyliśmy w bota o nicku Szomer, który za wszelkiej maści “Żydzi do gazu” czy “Jude raus” bezlitośnie wyrzucał z kanału. Na #zydzi spotykali się ludzie z całej Polski, zarówno znajomi mający ochotę zwyczajnie pogadać, jak i osoby, które o Żydach chciały się czegoś dowiedzieć. Nie brakowało również bałwanów-antysemitów wierzących w internetową anonimowość. Z błędu zazwyczaj wyprowadzał ich Szomer a raz także “sąsiedzka pomoc” z kanału #israel.

“Siedziałem” wtedy również na #israel i pewnie dlatego dowiedziałem się pierwszy.
“Zastrzelono Rabina!” – napisał jeden z użytkowników.

Natychmiast rozpętała się gwałtowna dyskusja o tym, że z arabskim terrorystami trzeba wreszcie zrobić porządek, że jesteśmy zbyt tolerancyjni…

I nagle okazało się, że Icchaka Rabina zabił Żyd.

I na ircowym kanale zapanowała cisza.

Jeden z publicystów Gazety Wyborczej rzucił zgrabnym bon-motem: “I oto Izrael stał się normalnym bliskowschodnim państwem”. W domyśle takim, w którym spory polityczne rozstrzyga się nożem lub kulą.

A ja zupełnie nie wiedziałem, jak zaoponować.

Pomogli mi sami Izraelczycy. Przez kraj przetoczyła się fala zgrozy i oburzenia, chyba jak nigdy dotąd. Mord polityczny Żyda na Żydzie był dla większości wstrząsem nie do pojęcia.

I jak dziś wiemy – tak już zostało. A Izrael pozostał sobą – Izraelem, a nie “normalnym bliskowschodnim państwem”.

Patrząc na otaczający nas świat, myślę, że brak nam przywódców takich jak Rabin.
Ludzi, którzy swojej miłości do ojczyzny dowiedli, przelewając za nią krew, a dopiero później zanurzyli się w sadzawce polityki i rządzenia. Czasem zresztą z nie najlepszym dla siebie samych skutkiem.

Potrzebujemy takich jak Icchak Rabin czy Ariel Szaron – gdy trzeba, walczących z wrogiem, ale gotowych do negocjacji i ustępstw, gdy jest szansa na pokój.

Pewnie nie tylko w Izraelu.