Irlandzki prokurator patrzy na Zagładę

Rocznik 60. Irlandzki katolik, żona, piątka dzieci.
Absolwent najstarszego po Harwardzie College of William and Mary. Doktorat z prawa uzyskał w Chicago Law School. Jako prokurator współuczestniczył w legendarnym już śledztwie przeciwko rodzinie Gambino.

WPFBI2

Gdy w 2006 ujawniono podsłuchy obywateli amerykańskich przez NSA , już jako Wiceprokurator Generalny, zagroził rezygnacją ze stanowiska, jeśli ta sprawa nie będzie zbadana. Plotka głosi, że na biurku w jego gabinecie stoi oprawione w ramkę zapotrzebowanie FBI na założenie podsłuchu Martinowi Lutherowi Kingowi – „tak żeby pamiętać, że Biuro może postępować źle”.

Jego przemówienie w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie wywołało w Polsce burzę. Słuchając wypowiedzi niektórych polityków, można przypuszczać, że wizja desantu Marynarki Wojennej na Manhattan byłaby dla nich całkiem do przyjęcia.
Ale, czy rzeczywiście Dyrektor FBI – jedna z najważniejszych osób w administracji prezydenta Obamy – świadomie oskarżył Polaków i Węgrów o współodpowiedzialność za Zagładę?

Jedno faktycznie nie ulega wątpliwości – Dyrektor Comey nie wie za wiele o Holokauście. I niemało tej wiedzy mu się przyda.

W swoich rozważaniach zadaje pytanie, jak to się stało, że ludzie podobni do niego, chodzący do kościoła i dający na tacę, kochający mężowie i ojcowie, mogli zrobić coś takiego. Jedyne, co przychodzi mu do głowy, to jakaś forma zbiorowego szaleństwa, za którą poszli inni. To moim zdaniem jest najpoważniejszy z jego błędów.

Koncepcja narodu, który poszedł za garstką szaleńców była w Niemczech jeszcze w latach siedemdziesiątych ostro zwalczana. Mówiono wtedy jasno – my jako naród jesteśmy odpowiedzialni. Czy współcześni Niemcy myślą podobnie – no, różnie bywa.

Dalej jego wizja Holokaustu staje się, jak to czasem się mawia w środowiskach śledczych – rozwojowa. Mordercy z Niemiec, a potem już współsprawcy z Polski, Węgier i wielu, wielu innych krajów.

Fakt – wymienienie jednym tchem Zagłady, Niemców, Węgrów i Polaków, a następnie “wielu innych” w dosyć mętnie sformułowanym zdaniu mogło wywołać negatywne reakcje. Ale czy rzeczywiście proporcjonalną do skali popełnionego błędu?

Polacy nie są odpowiedzialni za Holokaust. Tak samo jak Polska nie jest antysemickim krajem.

Ale tak jak miewaliśmy (i miewamy) w Polsce antysemitów, tak samo byli w niej tacy, którzy zgodnie z prokuratorskim myśleniem stali się „współsprawcami” – choć przecież osobiście nie zabili żadnego Żyda. Korzyścią ze współsprawstwa czasem był litr spirytusu, cukier lub w najgorszym razie ubrania zabitych ofiar.

Byli też i inni, aktywni; strzałokrzyżowcy na Węgrzech, Hlinkova Garda na Słowacji, Ustasze, Szaulisi, Żelazna Gwardia, milicja Petaina. Była też i granatowa policja – formacja, o której roli na obrzeżach Zagłady wiemy dziś niemało. I jest moim zdaniem bez znaczenia, że nie działała ona z ramienia rządu – jak na Węgrzech, Słowacji czy we Francji.
W gruncie rzeczy jest gorzej – dawna Policja Państwowa, której zadaniem było chronienie obywateli przed bezprawiem, samorzutnie zajęła się tropieniem Żydów – współobywateli. I nie tylko Żydów. Rodzinę Ulmów, Sprawiedliwych, których los przywołuje się nad wyraz często, wydał Niemcom właśnie granatowy policjant.

„Proszę przyjąć jako fakt zupełnie realny, że przygniatająca większość kraju jest nastawiona antysemicko […]. Różnice dotyczą tylko taktyki postępowania […]. Antysemityzm jest obecnie postawą szeroko rozpowszechnioną”.
To nie jest fragment z przemówienia Comeya. To słowa generała Grota-Roweckiego. Jak dziś na nie reagujemy?

To prawda, że Dyrektorowi przydałaby się jeszcze jedna wizyta w Muzeum Holokaustu. Przyjazd studyjny do Polski też mu pewnie nie zaszkodzi. Ale zastanówmy się czasem, czy zanim nie rozpoczniemy wypełniać luk w wykształceniu innych, nie powinniśmy popatrzeć na swoją własną historię.

Sine ira et studio (bez niechęci i bez sympatii).

Na koniec wiersz.
Jeden z tych , który towarzyszy mi od dawna, wstyd przyznać, jako jeden z nielicznych. Jego autorką była Zuzanna Ginczanka (Gincburg). Ten wiersz napisała przed śmiercią. Wydana Niemcom przez gospodynię u której mieszkała. Jedną ze „współsprawców z Polski”.

Non omnis moriar – moje dumne włości,
Łąki moich obrusów, twierdze szaf niezłomnych,
Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel
I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie.
Nie zostawiłam tutaj żadnego dziedzica,
Niech więc rzeczy żydowskie twoja dłoń wyszpera,
Chominowo, lwowianko, dzielna żono szpicla,
Donosicielko chyża, matko folksdojczera.
Tobie, twoim niech służą, bo po cóż by obcym.
Bliscy moi – nie lutnia to, nie puste imię.
Pamiętam o was, wyście, kiedy szli szupowcy,
Też pamiętali o mnie. Przypomnieli i mnie.
Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb i własne bogactwo:
Kilimy i makaty, półmiski, lichtarze –
Niechaj piją noc całą, a o świcie brzasku
Niech zaczną szukać cennych kamieni i złota
W kanapach, materacach, kołdrach i dywanach.
O, jak będzie się palić w ręku im robota,
Kłęby włosia końskiego i morskiego siana,
Chmury prutych poduszek i obłoki pierzyn
Do rąk im przylgną, w skrzydła zmienią ręce obie;
To krew moja pakuły z puchem zlepi świeżym
I uskrzydlone nagle w aniołów przerobi.